Pomyślałem, że napiszę trochę o lornetkach, mimo że rzadko braliśmy lornetkę na wyjazdy.
Mam starą dużą lornetkę Bushnell-a, którą dostałem w prezencie i się uszkodziła wobec tego właśnie rozglądam się za jakąś i z tego wziął się pomysł na posta.
Rzadko braliśmy lornetkę na wyjazdy z jednego prostego powodu - była za duża i za ciężka.
Jednocześnie mając dobry obiektyw w aparacie, zawsze można sobie coś przybliżyć.
Zaczniemy od oznaczenia.
Lornetki oznaczane są liczbami np. 10x48 (mniej więcej takiej szukam ale jeszcze nie jestem pewien).
W powyższym przypadku "10" oznacza krotność przybliżenia a "48" rozmiar soczewki większej w milimetrach.
W/g mnie w przypadku lornetki turystycznej (a są jeszcze astronomiczne, myśliwskie, wojskowe, żeglarskie...) trzeba dobrać optymalny rozmiar i ciężar w połączeniu z możliwościami.
Nie lubię tych z malutkimi soczewkami - są ciemne i w/g mnie słabo widać, a z kolei te duże są zbyt ciężkie i zajmują dużo miejsca.
Moim ideałem jest gumowana metalowa (są plastikowe) lornetka z przybliżeniem 8-mio albo 10-cio krotnym, koniecznie wodoodporna, ważąca poniżej 0.6 kg.
Zdjęcie - Norwegia 2007 bez lornetki
niedziela, 17 czerwca 2012
niedziela, 10 czerwca 2012
Nie ma wody na pustyni
Pomyślałem, że warto napisać o tym jak idzie się na pustynię.
Może nie wszyscy skorzystają ale życzę wam tego z całego serca, przynajmniej tym którym takie coś jak chodzenie po pustyni może sprawić przyjemność.
Dla niektórych może to być dobry opis jak przeżyć 40-to stopniowe upały w Warszawie.
Podstawą jest woda (wiem, że nie jestem odkrywczy).
Nasz organizm w temperaturach powyżej 40-tu stopni potrzebuje abyśmy wypili około czterech litrów wody dziennie.
Jak szliśmy kilkugodzinną na wycieczkę na pustyni Atacama,każdy miał minimum dwa litry wody w zapasie.
Wodę należy popijać często i mało.
Camelbacki są nieocenione.
Następne to nakrycie głowy plus okulary (chyba że nakryciem głowy jest kapelusz).
Warto wiedzieć, że cukier pobudza pragnienie.
Jak jemy słodkie rzeczy - więcej wody zużyjemy.
Nie należy się rozbierać - bez koszuli i w krótkich spodenkach odparowujemy
więcej potu a poza tym narażamy się na poparzenia.
Dobrze jest zawiesić sobie kawał szmaty pod czapką, tak aby zakrywała ramiona.
Uzyskujemy własny cień.
Buty - jak zwykle ważne.
Klapeczki są delikatnie mówiąc niemądrym wyborem.
Buty powinny być takie, żeby nie nasypał nam się piach, który z potem tworzy mieszankę niczym papier ścierny i obetrze nam stopy.
Pustynia rzadko wygląda jak piaskownica, zdecydowanie częściej jest to luźny zbiór ostrych kamieni.
Chodzenie po tym w delikatnych bucikach jest niebezpieczne.
Nie martwcie się, że stopy wam się przegrzeją, pocieszcie się, że w dużych butach - one są w cieniu.
Jak jest jakiś postój i można je ściągnąć nie sypiąc piachu w skarpetki - ściągajcie buty i skarpetki, niech trochę przeschną.
To powyższe dotyczy nie tylko pustyni.
Pustynia charakteryzuje się dużą zmianą temperatur.
O świcie na Atacamie, podobnie jak i w Australii w Alice Springs, temperatura była w okolicach zera.
Warto zabrać na wyjazd ciepłe rzeczy typu polar czy rękawiczki.
W południe temperatura skacze powyżej 40-tu....
Dlatego to pustynia..
Zdjęcie - Dla odmiany Sahara 2005 - tego dnia padał deszcz
Może nie wszyscy skorzystają ale życzę wam tego z całego serca, przynajmniej tym którym takie coś jak chodzenie po pustyni może sprawić przyjemność.
Dla niektórych może to być dobry opis jak przeżyć 40-to stopniowe upały w Warszawie.
Podstawą jest woda (wiem, że nie jestem odkrywczy).
Nasz organizm w temperaturach powyżej 40-tu stopni potrzebuje abyśmy wypili około czterech litrów wody dziennie.
Jak szliśmy kilkugodzinną na wycieczkę na pustyni Atacama,każdy miał minimum dwa litry wody w zapasie.
Wodę należy popijać często i mało.
Camelbacki są nieocenione.
Następne to nakrycie głowy plus okulary (chyba że nakryciem głowy jest kapelusz).
Warto wiedzieć, że cukier pobudza pragnienie.
Jak jemy słodkie rzeczy - więcej wody zużyjemy.
Nie należy się rozbierać - bez koszuli i w krótkich spodenkach odparowujemy
więcej potu a poza tym narażamy się na poparzenia.
Dobrze jest zawiesić sobie kawał szmaty pod czapką, tak aby zakrywała ramiona.
Uzyskujemy własny cień.
Buty - jak zwykle ważne.
Klapeczki są delikatnie mówiąc niemądrym wyborem.
Buty powinny być takie, żeby nie nasypał nam się piach, który z potem tworzy mieszankę niczym papier ścierny i obetrze nam stopy.
Pustynia rzadko wygląda jak piaskownica, zdecydowanie częściej jest to luźny zbiór ostrych kamieni.
Chodzenie po tym w delikatnych bucikach jest niebezpieczne.
Nie martwcie się, że stopy wam się przegrzeją, pocieszcie się, że w dużych butach - one są w cieniu.
Jak jest jakiś postój i można je ściągnąć nie sypiąc piachu w skarpetki - ściągajcie buty i skarpetki, niech trochę przeschną.
To powyższe dotyczy nie tylko pustyni.
Pustynia charakteryzuje się dużą zmianą temperatur.
O świcie na Atacamie, podobnie jak i w Australii w Alice Springs, temperatura była w okolicach zera.
Warto zabrać na wyjazd ciepłe rzeczy typu polar czy rękawiczki.
W południe temperatura skacze powyżej 40-tu....
Dlatego to pustynia..
Zdjęcie - Dla odmiany Sahara 2005 - tego dnia padał deszcz
wtorek, 5 czerwca 2012
Akumulatorki ładowane słońcem
Temat dojrzewał w mojej głowie od dłuższego czasu i w końcu doznał przyśpieszenia.
Długo poszukiwałem ładowarki słonecznej do paluszków.
Dostępne ładowarki solarne w większości przypadków ładują iCośtam, telefony, mp3 playery i inne obciążające nam kieszenie i zupełnie zbędne w dziczy rzeczy.
Szukałem czegoś, co naładuje mi baterie paluszki do GPS-a, bo dla odmiany jak nie mam kontaktu z kontaktem, GPS bywa używany i jakoś tak zużywa prąd.
Po bardzo długich poszukiwaniach (ponad rok), znalazłem i mam takie coś co ładuje cztery paluszki parami po dwa, można to przytroczyć do plecaka i jest wodoodporne jakby zaczęło padać.
(uwaga, dla sugerujących mi allegro - nie kupuję przez internet - bo nie)
Całkiem po zakupie, będąc w sklepie turystycznym OBI zobaczyłem rozwaloną lampkę ogrodową zasilaną światłem.
Taka lampka ma w środku akumulatorek - paluszek....
całość kosztuje około 10 PLN.
Generalnie - kupujemy dwie lampki, mogą być w przecenie z połamaną podstawką i kloszem.
Najlepiej te, które są plastikowe i posiadają wyłącznik.
Jak nie ma włącznika, też damy radę.
Odkręcamy denko (widziałem, że jest na śrubki).
Patrzymy gdzie jest akumulatorek i odpowiednio wycinamy (np. nożem) w denku otwór na szerokość akumulatorka, ale za krótki - chodzi o to, aby nam nie wypadał.
Zdecydowanie możemy rozwalić górny klosz.
Jak ktoś chce, albo nie ma włącznika, można wyciąć diodę i zaizolować przewody.
Przewody po diodzie nie mogą się stykać bo całe ładowanie na nic.
Jak sobie życzymy możemy obciąć górny klosz.
Przykręcamy denko i sprawdzamy jak nam to działa.
Wiercimy po przeciwnych stronach lampki (w plastiku możemy przebić rozgrzanym gwoździem) dwie dziurki na sznurek.
Chcemy to przecież jakoś przytroczyć.
Przekładamy jeden sznurek przez obie dziurki - zablokuje on nam baterię.
Jak chcemy, możemy przełożyć jeden sznurek przez obie lampki - wygląd typu okularki pływackie.
Zamiast sznurka może być gumka, da się to zamontować jak gogle na czapce.
Jak ktoś ma wenę, można odpowiednio doposażyć rower, z tym że do roweru polecam dynamo i dogadanie się ze znajomym elektronikiem (raptem dwie diody i pokrowiec na baterie) - dynamo jest dużo bardziej wydajne i mniej zależne od pogody.
Właśnie otrzymaliśmy ładowarkę do dwóch akumulatorów w cenie ok 20 PLN.
Długo poszukiwałem ładowarki słonecznej do paluszków.
Dostępne ładowarki solarne w większości przypadków ładują iCośtam, telefony, mp3 playery i inne obciążające nam kieszenie i zupełnie zbędne w dziczy rzeczy.
Szukałem czegoś, co naładuje mi baterie paluszki do GPS-a, bo dla odmiany jak nie mam kontaktu z kontaktem, GPS bywa używany i jakoś tak zużywa prąd.
Po bardzo długich poszukiwaniach (ponad rok), znalazłem i mam takie coś co ładuje cztery paluszki parami po dwa, można to przytroczyć do plecaka i jest wodoodporne jakby zaczęło padać.
(uwaga, dla sugerujących mi allegro - nie kupuję przez internet - bo nie)
Całkiem po zakupie, będąc w sklepie turystycznym OBI zobaczyłem rozwaloną lampkę ogrodową zasilaną światłem.
Taka lampka ma w środku akumulatorek - paluszek....
całość kosztuje około 10 PLN.
Generalnie - kupujemy dwie lampki, mogą być w przecenie z połamaną podstawką i kloszem.
Najlepiej te, które są plastikowe i posiadają wyłącznik.
Jak nie ma włącznika, też damy radę.
Odkręcamy denko (widziałem, że jest na śrubki).
Patrzymy gdzie jest akumulatorek i odpowiednio wycinamy (np. nożem) w denku otwór na szerokość akumulatorka, ale za krótki - chodzi o to, aby nam nie wypadał.
Zdecydowanie możemy rozwalić górny klosz.
Jak ktoś chce, albo nie ma włącznika, można wyciąć diodę i zaizolować przewody.
Przewody po diodzie nie mogą się stykać bo całe ładowanie na nic.
Jak sobie życzymy możemy obciąć górny klosz.
Przykręcamy denko i sprawdzamy jak nam to działa.
Wiercimy po przeciwnych stronach lampki (w plastiku możemy przebić rozgrzanym gwoździem) dwie dziurki na sznurek.
Chcemy to przecież jakoś przytroczyć.
Przekładamy jeden sznurek przez obie dziurki - zablokuje on nam baterię.
Jak chcemy, możemy przełożyć jeden sznurek przez obie lampki - wygląd typu okularki pływackie.
Zamiast sznurka może być gumka, da się to zamontować jak gogle na czapce.
Jak ktoś ma wenę, można odpowiednio doposażyć rower, z tym że do roweru polecam dynamo i dogadanie się ze znajomym elektronikiem (raptem dwie diody i pokrowiec na baterie) - dynamo jest dużo bardziej wydajne i mniej zależne od pogody.
Właśnie otrzymaliśmy ładowarkę do dwóch akumulatorów w cenie ok 20 PLN.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
