Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jedzenie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 lipca 2014

Napełnianie butli gazem

Z różnych powodów potrzebowałem kupić butlę gazową
Tak jak za starych czasów, nie jakieś tam epigazy czy inne jetboile, 
potrzebowałem uruchomić kuchenkę na gaz z czegoś 
co nazywa się butlą turystyczną.
Nie za bardzo wiem, dlaczego posiada taką nazwę,
z mojego punktu widzenia, to jak nazwanie 
szafy rack pełnej serwerów – tabletem.
Dla mniej zinformatyzowanych określenie jest zbliżone do nazwy 
„kieszonkowa łódź podwodna”.
Nazwali to tak i koniec, trzeba z tym żyć. 
Ponieważ mówimy o butli dla przemieszczających się pojazdem 
mechanicznym, w którym jest trochę miejsca, 
problemu wagi teoretycznie nie ma.
Po przeprowadzeniu śledztwa w sieci, dowiedziałem się,
że nabijanie butli jest w naszym kraju prawie nielegalne,
Należy kupić sobie nową, czystą, pomalowaną na niebiesko butle
i wymienić ją w jednym z wielu punktów wymiany
na starą, pordzewiałą i odrapaną ale za to pełną.
Jest kilka punktów nabijania butli ale z mojego punktu widzenia daleko
i nie wiadomo czy.
A dla zwiększenia zamieszania,
Google pokazuje również stacje LPG gdzie nic nie nabijają poza kasą.
butla
Idąc tą drogą, nabyłem litrową butlę w sklepie ze sprzętem
 turystycznym Castorama.
I się zaczęło……
Po objechaniu kilkunastu punktów wymiany butli już wiem,
że standardem jest butla 11 litrów (JEDENAŚCIE)
prawdopodobnie dla turystów przemieszczających się TIRem.
Coś mnie naszło i odkryłem,
że Castorama robi taką wymianę, musiałem być zakręcony,
 że kupując nie sprawdziłem.
 
No i robi – wymieniają butle 11 litrów
 a w szczególnych przypadkach 2 litry 
jak przypadkiem są na stanie (w sklepie takich nie ma)
Litrowych nie wymieniają.
Bo tak.

Tu zaczynam opis procesu “dla przyszłych pokoleń” co i jak zrobić:

1. Przeszukałem sieć w celu nabicia....
2. Znalazłem firmę, która:
       a. nadal istnieje
       b. jest w promieniu 50 km.
       c. robi to co w opisie
       d. ktoś odbiera telefon.
3. Zadzwoniłem czy nabijają
 Należy się zapytać czy przypadkiem też nie sprzedają – jest szybciej.
4. Pojechałem.
   Okazało się na miejscu, że nabijają, ale nie te litrowe,
   bo połowa z nich ma wady (dziura się robi).
5. Kupiłem od nich napełnioną butlę 2l.
Koszt ponownego napełnienia/wymiany 2 litrowej około 20PLN.
Teraz tylko muszę pojechać do Castoramy, żeby oddać butlę.
Mam nadzieję, że przyjmą zwrot,
 bo wprawdzie nie była używana, ale była noszona.

wtorek, 11 marca 2014

Kociołkowanie

Garnek w roli kociołka wielokrotnie poprawnie przeszedł testy, wobec tego postanowiłem zrobić zakup “profesjonalny”.
945185975525114315
Cel był prosty, zdarzają się sytuacje, gdy chcesz spotkać się ze znajomymi,
wymagany jest “proszony obiad”
....a pogoda ładna i człowieka ciągnie do lasu…

Przecież się nie rozerwę.

No i właśnie korzystając z pogody wyciągnęliśmy znajomych na świeże powietrze.
Było grane Leczo na kiełbasie, wszystkie produkty pocięte i przygotowane wcześniej.
Dobre, zupełnie nie kojarzące się z turystyką.

945185975525114437

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Dzika kuchnia

Przypadkiem przerzucając kanały w TV trafiłem na program Łukasza Łuczaja
jakby co fragmenty dostępne na YouTube:
http://www.youtube.com/results?search_query=Dziki+obiad+%C5%81ukasza+%C5%81uczaja

Facet ma swoją stronę tu: http://www.luczaj.com/ i organizuje warsztaty kulinarne.
Cena uczestnictwa jednej osoby jest zrozumiała aczkolwiek trochę zaporowa.
Ale skuszę się na jego książkę.

Na pewno jest trochę materiałów w sieci i będę się przyglądał.
Kasiu masz zajęcie :) bo ja rozróżniam drzewa po strukturze słojów - znaczy po ścięciu i przepiłowaniu a o roślinach nie wspomnę.


sobota, 9 listopada 2013

Modyfikacja kociołka

Tu: http://ps1560.blogspot.com/2013/10/kocioek-na-ognisku-raz-jeszcze.html
było o kociołku.
Kociołek zrobiony ze starego garnka i wieszało się go na drucie.
Ostatnio zakupiłem w turystycznym markecie budowlanym kawałek łańcucha i zastąpiłem drut.
oto jak wyszło:
2013-11-06 21.40.45
Będzie wygodniej wieszać

środa, 16 października 2013

Kociołek na ognisku raz jeszcze

Tak na zakończenie sezonu pojechaliśmy na Mazury.
Zebraliśmy tonę grzybów, z których część przeznaczyliśmy na obiad.
W ramach rzeczy nowych testowałem inny niż poprzednio sposób podwieszenia kociołka.
Zbudowałem prostą konstrukcję z patyków – dwa krzyżaki i poprzeczna belka.

2013-10-12 15.46.16
Na poprzecznym patyku zawiesiłem mocowanie dla kociołka.
Niby nic nadzwyczajnego, ale umożliwia proste i szybkie zdjęcie gara z ognia.
2013-10-12 14.50.25
2013-10-12 15.55.57
Tym razem konstrukcja całkowicie się sprawdziło.
Nie było problemu ze zbytnim bulgotaniem, można było precyzyjnie ustawić temperaturę, czyli odległość od ognia.
Zrobiłem inną niż zwykle konstrukcję ogniska – w trójkąt.
2013-10-12 15.46.37
Dość wygodne.
Na brzegu można było postawić garnek na wodę.
Obiad był rewelacyjny.
Nie wiem w jakim celu miałbym wozić kupowany trójnóg i kociołek.
Zresztą najmniejszy widziany przeze mnie w sklepie miał 6 litrów.
Trochę za duży.

poniedziałek, 30 września 2013

Grzyby


Nastał czas na grzyby.
Okaz na obrazku znaleźliśmy w niedzielę, takie wielkości grzybów, jak się znajdzie jednego, nadają się
głównie do suszenia. (pół kilo)
Pomyślałem, że fajnie byłoby, gdyby ktoś ze zdolnościami programistycznymi, popełnił aplikację na smartfona.
Jak znam życie, to dałoby radę zdobyć dofinansowanie, bo aplikacja pomogłaby ludziom.
Nie mówię o zestawie obrazków, tylko o bazie z wyborem typu "blaszki/bez blaszek",
wybór kolorów kapelusza z palety,
nóżka chuda/gruba 
i pokazanie na końcu pasujących do wzorca grzybów
jadalnych.
Mistrzostwem świata byłoby rozpoznanie po zdjęciu.
Ciekawostka, we Francji po znalezieniu grzybów, niesie się je do apteki, a tam pomagają ocenić ich przydatność.
Fajnie jakby coś takiego było w PL.
2013-09-29 13.47.50

poniedziałek, 16 września 2013

Kubek Tatonka Handle Mug


Od paru lat poszukiwałem w sklepie “fizycznym” kubka Tatonki typu motylkowego, czyli tzw. handle mug.
Znalazłem w sobotę.
Dlaczego poszukiwałem ?
Ma on (a właściwie miał), kilka zalet,
Pierwsza to brak stałego uszka, czyli zabiera mniej miejsca.
Druga to rozmiar – jest po prostu akurat
Teoretycznie trzecia – pasuje jak ulał do butelki Nalgene
Poszukiwania widać tu:
http://ps1560.blogspot.com/2012/04/kubeczek.html
A efekt z braku tytułowego, tu:
http://ps1560.blogspot.com/2011/07/kubek-po-przerobkach.html
Dlaczego nie w sieci ?
Wbudowane skażenie umysłu.
Źle się czuję, kupując coś taniego i oddając pełen zestaw danych osobowych.
To tak jakbym kupował paczkę papierosów, podając w kiosku pełne namiary na siebie z adresem i telefonem.
Na razie w niczym takie operacje nie przeszkadzają, ale przewiduję, że w niedalekiej przyszłości, po takim zakupie, mogę dostać setki ofert od firm farmaceutycznych sprzedających środki odwykowe, a na końcu pismo, z urzędu, że się powinienem zgłosić na leczenie.
Nie przesadzam.(niestety)
Pełnia szczęścia po zakupie nie trwała zbyt długo :)
Po kilku godzinach czytając newsy natknąłem się na to:
http://bushcraftczlowiekzbuszu.blogspot.com/2013/09/kubek-tatonka-handle-mug-nie-pasuje.html
i szybko pobiegłem sprawdzić.
No ni jak nie pasuje do butelki.
Nie jest to dla mnie problemem, bo standard butelki mi się zmienił.
Niemniej trochę to wkurza.
2013-09-15 13.00.26

środa, 24 kwietnia 2013

Gotowanie na ognisku – szpilki / Campfire cooking – tent pegs.

Gotowanie na ognisku jest dość prostą czynnością, jeżeli robimy to okazjonalnie,
Każdy wie jak upiec kiełbaskę na patyku czy upiec ziemniaki w popiele.
Wyzwanie zaczyna się gdy ognisko jest naszym jedynym źródłem ciepła.
Jesteśmy w lesie i nie ma cegieł ani kratki z tesco a jakoś trzeba sobie poradzić.
Są setki sposobów budowy ogniska do gotowania, Możemy podwiesić kociołek.
Najczęściej po prostu stawiamy naczynie przy ogniu, albo układamy większe bale tak, aby tworzyły podstawę do gotowania.
To co chciałbym opisać to wykorzystanie szpilek do namiotu jako podstawę do gotowania.
Wbijamy trzy w ziemie i między nimi rozpalamy małe ognisko.
Campfire cooking is quite easy if we are doing this on rare occasions.
Everyone knows how to prepare sausage on a stick, some knows how to bake potatoes in a fire.
At the time when campfire is our only fire source it starts to be challenging.
Imagine that we are in a woods and there are no bricks or Tesco trolley grill.
There are hundreds ways to prepare our campfire for cooking, we can use hang up a cattle for example, but most people just puts pot near fire or on bigger branches.
The idea for writing this post is simple.
There is a very easy way to prepare cooking spot with tent pegs.
Just put three pegs into the ground and make small fire below.
The easiest possible cooking system.
2013-04-21 12-04-20_Ciechocinek
2013-04-21 12-04-27_Ciechocinek
2013-04-21 12-04-54_Ciechocinek

sobota, 13 kwietnia 2013

TEST / REVIEW - Kuchenka na paliwo stałe - Esbit solid fuel stove



Korzystając z pierwszego prawdziwego dnia wiosny postanowiłem przetestować kuchenkę na paliwo stałe - Esbit Pocket Stove. Zabawka jest malutka 10x7.5x2 cm, mieści się w kieszeni. Pomyślałem, że jako coś co mam pod ręką zawsze gdy mam butelkę i kubek, jest dobrym pomysłem na przygotowanie herbaty wtedy, gdy tego nie planujemy a mamy na to ochotę. At the very first day of proper spring, I decided to test solid fuel Esbit pocket stove. Toy is very small 10x7.5x2 cm, and you can put it in your pocket. I tought, that this thing is perfect for taking with me together with water and mug, in case I'd like to make some hot drink while I was not planning to do this. 




Kuchenka jest dostępna w tekturowym pudełku, po użyciu nie pobrudzi nam plecaka. Stove comes with paper box helping to keep clean your backpack after usage



Po otwarciu kuchenki, jak z ruskiej baby wyjmujemy pudełko z paliwkiem w tabletkach, nie zajmuje to dodatkowej przestrzeni. After opening stove like jack in a box jumps out fuel container with solid tablets. Great as you are not using additional space for it.



Tabletki układamy w kuchence i podpalamy. To use it you need to put fuel into the stove and ignite.



Do testu użyliśmy 30ml wody For this test we used 30ml of water


Całość wygląda jak powyżej. Wiał silny wiatr, od którego zasłanialiśmy kuchenkę kawałkiem karimaty co w/g mnie pozwoliło na określenie funkcjonalności w standardowych warunkach. Jeżeli potrzebuję ciepłego napoju niespodziewani - znaczy wieje, leje i wali żabami z nieba. Wody po 20 minutach i zużyciu dziesięciu tabletek, nie udało się zagotować. Niemniej dało się zaparzyć herbatę. Wniosek prosty - trzeba mieć ze sobą jakiś ekran z grubej folii aluminiowej, inaczej cała zabawka jest do niczego Working thing looks as above. There was quite windy, we used part of old sleeping mate as a windshield. All of this helped to make tests quite realistic. If I need worm tea - means it is windy, raining and frogs are landing on our heads cause of the weather. After 20 minutes, using 10 tablets we didn't manage to boil the water although it was possible to prepare tea. Solution for above would be thick aluminum foil as a windshield - without windshield it is not usable gear.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Kuchenka na paliwo płynne - samoróbka raz jeszcze

Publikowałem już próby tworzenia kuchenki
i chyba mam model docelowy, aż się zdziwicie.

Zacząłem dwa lata temu od wyprodukowania z dwóch puszek kuchenki na gaz drzewny.
Konstrukcja jest prosta i pokazana co najmniej 100 razy na youtube.
Wystarczy poszukać w googlu "DIY woodgas stove".

Testy pokazały, że kuchenka tego typu działa trochę, pod warunkiem, że drewno jest skrobane ze starej, wysuszonej listwy w domu.

W lesie, na wilgotnych patykach nie sprawdziła się kompletnie.

Drugie podjeście to coś pokazane już na tym blogu na denaturat.

http://ps1560.blogspot.com/2012/10/kuchenka-spirytusowa.html

Efekty mizerne, woda się nie zagotowała.

Trzecie podejście, to ponownie patent na gaz drzewny, tylko mojego pomysłu.
Wymyśliłem, że dysze nie muszą być w ściankach ale mogą być zastąpione jedną dyszą w środku.
Przykład działania na obrazku.




Puszka stoi na dwóch patykach bo w środku jest dysza, która wystaje z dołu.

Dymiła, dymiła, coś się tam niby paliło, żar się zrobił, przygasał, rozpalało się...niemniej wody nie zagotowała na bazie wilgotnych patyków.

I w końcu znalazłem coś co jest najprostszą i chyba najlepszą konstrukcją na wypadek braku kuchenki.
Zawsze twierdziłem, że najprostsze konstrukcje są najlepsze, ale efektywność tego urządzenia przy ascetycznej prostocie zszokowała mnie trochę.
Działa na płynne paliwo, testowałem na denaturacie ale na benzynie też by poszła.

Bierzemy puszkę po napoju.
Wycinamy górne denko nożem, żeby był przelot.
robimy dziury w środku (dopływ powietrza) i u góry (palnik).
Za pierwszym razem robiłem dziurki gwoździem - było słabo - gasła.
Po powiększeniu otworów nożem, wypełniona w połowie (w połowie do dolnych dziurek) zagotowała mi litr wody w skończonym czasie.
(nie wiem ile, ale nie za długo).




Nalewamy paliwa,
Podpalamy koło dolnych otworów.
Garnek z wodą stawiamy bezpośrednio na puszce.
Potrafi buchać ogniem z dolnych otworów, także nie stawiajcie w kępie trawy.

Jak widać dokładność co do wykonania otworów jest nieistotna.
Materiał na kuchenkę wszędzie dostępny.
Możliwe, że puszka po piwie byłaby bardziej efektywna tylko trzeba by u góry trochę większe dziurki zrobić.

Polecam preppersom i miłośnikom survivalu.
A standardowym turystom wystarczy wiedza, że tak można, przydatne jak standard butli w odwiedzanym kraju nie pasuje do niczego a nie wolno palić ognisk.

Prawda, że proste ?

czwartek, 1 listopada 2012

Cukier

Zawsze jest problem z tym, gdzie trzymać cukier.
Standardowe opakowanie w postaci torebki raczej się nie sprawdza.
Ostatnio używaliśmy plastikowego pudełka lock&lock, które sprawdza się na wakacjach ale na weekendowy wyjazd zajmuje zbyt dużo miejsca.
Popełniłem takie coś jak na obrazku.
Pudełko po tabletkach z witaminą C.
Taśma okleja gumki z dętki rowerowej.
Gumka jako dodatkowe zabezpieczenie, żeby się przypadkiem nie otworzyło.
Sprawdził się.

poniedziałek, 22 października 2012

Między innymi kociołek

Ponieważ zainteresowałem się tematem kociołka na ognisko, postanowiłem taki wyprodukować.
Akurat w domu był jakiś stary aluminiowy garnek i nie widziałem powodu na wydawanie kasy w celu nabycia profesjonalnego urządzenia.
Samo wyprodukowanie, to trochę mało, przetestowałem całość, przy okazji testując pomysł na ognisko w wykopanym dołku, podstawkę pod kociołek z gałęzi i samoróbny filtr do wody.
Zacznijmy od kociołka.
Wywierciłem cztery otworki w garnku - po dwie na stronę.
Przez otworki przeciągnąłem dwie pętle z drutu stalowego, które następnie skręciłem.
Zwróćcie uwagę na sposób mocowania - założeniem była konstrukcja taka, aby drut się nie nagrzewał.
Konstrukcja zadziałała dobrze - kociołek można było bezpiecznie przenosić za drut.
Nie był gorący.
Sposób przyczepienia drutu uniemożliwia użycie pokrywki,  ale mając ognisko, energetyczna wydajność urządzenia staje się mniej istotna.



Druga sprawa to stojak.
Stojak wykonałem z trzech gałęzi - dwóch zakończonych "procą" i trzeciego trochę krzywego, jako punkt zawieszenia.
Konstrukcję związałem znalezionym kawałkiem drutu, tak na wszelki wypadek, mimo, że była samonośna.
Sznurek też by się sprawdził.
Założeniem była możliwość przesuwania kociołka nad płomień i trochę dalej, abyśmy mogli sterować stopniem bulgotania.



Ognisko do kociołka jest inne niż standardowe.
Przy standardowym spaliłby się stojak.
Wykopałem dołek, wyłożyłem brzegi patykami i rozpaliłem w nim ognisko.
Ognisko w dołku jest bardzo oszczędne - słabo się pali bo jest taki sobie dostęp powietrza.
Utrzymuje w miarę stałą temperaturę i zużywa mało drewna.
Jak już się ma kociołek, ognisko i stojak, warto by coś do kociołka wrzucić.
Zaczęliśmy od przefiltrowania wody z jeziora samoróbnym filtrem opisanym tu.



Filtr się sprawdził również jako maszynka do wody na herbatę.
W kociołku wylądowały świeżo zebrane podgrzybki i już po paru godzinach było co jeść.
Trochę za dużo pieprzu wpadło ale i tak były świetne.



Podsumowanie:
Filtr do wody - zdecydowanie - TAK.
Gotowanie w kociołku - strasznie upierdliwe.
(chyba, że założeniem gotowania jest zabawa - czyli socjal)
Odpowiednie ognisko grzeje kociołek a nie ludzi, całość operacji trwa strasznie długo.
Trudno manewrować stopniem bulgotania, za bardzo zależne od płomieni.
Dużo wygodniej gotować stawiając na kamieniach.
Możliwe, że profesjonalny stojak z profesjonalnym kociołkiem byłby lepszym rozwiązaniem, ale nie widzę możliwości sterowania ogniem (jak za bardzo bulgocze to kipi).
Poza tym, targanie stalowych prętów nie jest w moim stylu, nawet jak jadą samochodem.
Do zagotowania wody na herbatę zdecydowanie wygodniejsza jest kuchenka, nawet jak jest puszką w której rozpalimy patykami.

niedziela, 7 października 2012

Kuchenka spirytusowa

W związku z wykryciem metylaku w pobliskich Czechach, naoglądałem się różnych konstrukcji kuchenek spirytusowych.
Temat mnie całkiem zaciekawił, ludzie tworzą kuchenki z pustych puszek po piwie i innych takich.
Ponieważ przypadkiem znalazłem w domu starą kuchenkę na przebijane butle, której nie wykorzystam i dało się ją rozkręcić, postanowiłem, że zerowym kosztem zrobię sobie taką na denaturat (akurat był w domu).

Pomyślałem, że po podgrzaniu taka głowica zassie paliwo z jakiegoś pojemnika.
Pojemnik się sam znalazł.
W puszce po cukierkach zamontowałem kawałek puszki po coli.
Dodatkowo kawałek drutu, żeby głowica się trzymała.
Wyszło tak:




Całość po rozpaleniu żwawo syczała i podawała ogień tam gdzie potrzeba.
Kuchenka leciutka i prosta.
Doświadczenie z podgrzewaniem wody na balkonie, przebiegło pomyślnie.
Woda się podgrzała, ale się nie zagotowała.
Wniosek - fajna zabawa i nadal nie zmieniona opinia o kuchenkach spirytusowych.
Nie ma to najmniejszego sensu ;)

niedziela, 19 sierpnia 2012

Woreczek - zestaw kuchenny

Grzebiąc po sklepach turystycznych w sieci, natrafiłem na zestawy kuchenne.
Z reguły jest to pudełko / woreczek z zawartością typu:
Deska do krojenia, solniczka, mała tarka, łyżka do mieszania i sztućce.
Pomyślałem, że fajnie by było sobie coś takiego skompletować, a właściwie uporządkować.
Na wyjazdach samochodowych, nóż mam zawsze pod ręką, ale łyżka i widelec latają luźno wciśnięte wraz z małą deską do krojenia gdzieś między gary.
W zestawach jest też gąbka do mycia naczyń, ściereczka i jakiś płyn.
Umieszczenie tego typu rzeczy w woreczku, uporządkuje rzeczywistość.

Powyższy post napisany był przed wyjazdem na Islandię.
Po powrocie stwierdzam - woreczek na sztućce to był bardzo dobry pomysł, szczególnie w przypadku trzech osób.

Zdjęcia i filmy pojawią się później.

środa, 11 lipca 2012

Filtr do wody

Już kiedyś pisałem o przesączaniu mętnej wody przez chusteczkę czy bandankę, ale jest bardziej profesjonalne rozwiązanie przy podobnych kosztach.
Z cyklu Adam Słodowy - Zrób to sam.
Kupujemy okrągły wkład filtrujący do "filtrów do wody" za ok 10 PLN albo jakoś tak.
Bandanka jest chyba droższa.

taki filtr idealnie pasuje (nawet nie na wcisk) do większości plastikowych butelek na wodę


 Obcinamy róg w torbie foliowej (reklamówce), tak, żeby filtr wszedł dość ciasno.
Ściskamy gumką (np. z dętki rowerowej)
I generalnie - filtr jest gotowy


nabieramy wodę do torby i trzymamy aż zcieknie czysta.

niedziela, 1 lipca 2012

Lodówka

Przechowywanie pożywienia może być czasem wyzwaniem.
Jak jedziemy samochodem teoretycznie możemy zabrać lodówkę podłączaną do zapalniczki.
Piszę teoretycznie, bo zmieniliśmy samochód na mniejszy i lodówka nam już raczej nie wejdzie.
Bardzo praktyczne urządzenie.
We Francji włożyliśmy do środka tamtejsze serki, co powodowało problemy z jej otwieraniem - atmosfera cierpiała a my z nią.
Ale fajnie było napić się czegoś chłodnego.
Ale co jak nie mamy lodówki ?
Trzeba myśleć :).
Staramy się zużywać jedzenie świeże - głównie mięso i wędliny jak najszybciej.
Jak mamy dłuższą trasę zostają lizofile i konserwy.
Jak nie przeszkadza nam ciężar  (podróż samochodem) możemy zawekować mięso w słoikach, teraz to dużo prościej niż jak nie było zakręcanych słoików.
Trzeba pamiętać, że słoika nie odkładamy na później.
Jeden obiad - co najmniej jeden słoik.
Ser żółty w/g mnie jest nawet lepszy, jak się trochę podgrzeje.
Warzywa i owoce dają radę.
Wyzwaniem jest masło, najprostszą metodą przechowywania masła, jest trzymanie go w wodzie.
Nalewamy wody do słoika, ja zwykle sypię trochę soli i wrzucamy masło.
Muszę poeksperymentować z użyciem wodoszczelnych plastikowych pojemników, bo wyłoby wygodniej.
Kiedyś miałem (teraz towar niedostępny) turystyczną maselniczkę.
Szczelne pudełko z plastiku, z drugim metalowym wewnątrz.
W metalowym trzymaliśmy masło a między ścianki laliśmy wodę.
Ale szału nie było, masło bezpośrednio w wodzie sprawdzało się lepiej.

Zdjęcie - na ochłodę - Wyspa Wielkanocna

sobota, 21 kwietnia 2012

Batony Energetyczne

Jak wybieramy się na krótszą wycieczkę warto mieć ze sobą coś do przegryzienia.
Kiedyś w góry zabierało się w miarę możliwości czekoladę.
Pamiętam, że jak wracaliśmy Kościeliską na Ornak weszliśmy do jaskini Mylnej ze złej strony.
Znaczy z tej, z której nie widać strzałek, bo są za plecami.
Po pół godzinie całkiem zgubieni pocieszaliśmy się, że źle nie jest - mamy po dwie czekolady na głowę.
Jakiś czas temu pojawiły się batony energetyczne.
Przyglądałem się temu wynalazkowi bez większego zaufania - nadal mi nie wchodzą.
Jeżeli są energetyczne to po co składają się w większości przypadków z dmuchanego ryżu i dżemu ?
To może wystarczy sam dżem ? Zajmie mniej miejsca.
A co jeżeli to nie jest dżem ?
Jestem tradycjonalistą - czekolada jest dla mnie najlepszym batonem energetycznym.
Jeżeli już baton - to z czekolady - taki jakie reklamują w telewizji.
Przynajmniej zapakowane tak, że nie pociekną jak będzie za ciepło.
Po co mam jeść dmuchany ryż nasączony czymś podejrzanym, jak mogę jeść coś podejrzanego z dużą ilością czekolady ?

Strach pomyśleć co to stworzonko by wyrabiało po batonie energetycznym.

sobota, 14 kwietnia 2012

Kubeczek

Już kiedyś pisałem o kubeczku, którego droga była długa.
Zaczynałem kiedyś od zwykłego, metalowego kubka, który był dobry do wszystkiego.
Od momentu jak na rynku pojawiły się bajeranckie kubki tzw. termiczne, miałem ich co najmniej z pięć.
W pewnym momencie zacząłem być świadomym użytkownikiem przedmiotów.
Zdałem sobie sprawę, że kawa/herbata w kubeczku termicznym, rzeczywiście jest nadal gorąca.
Czasem nawet za gorąca.
Jak było zimno, kubek termiczny nie grzeje w ręce. Nie da się go postawić przy ogniu i zagotować wody, czy jak za dawnych czasów wrzucić grzałkę, bo trochę strach.
Doszedłem do wniosku, że kubek termiczny jest dla kawy bądź herbaty a nie dla mnie i wróciłem do prostego, metalowego kubeczka.
Zwykły metalowy kubeczek ma wadę - jego ucho przeszkadza w upakowaniu go.
Jak popatrzycie na historię postów, poradziłem sobie z tym obcinając je i wymyślając patent z kółeczkiem.
Cały czas korcił mnie kubeczek z uchem z dwóch kawałków drutu, jak ten na obrazku.
Problem polegał na tym, że większość dostępnych w sklepach kubeczków tego typu, jest po prostu za małych.
Chciałem kubek, z którego poza piciem herbaty, da się zjeść np. zupę.
A 200ml to nawet na herbatę za mało jak dla mnie.
Ktoś powie, że można bez problemu znaleźć odpowiedni kubeczek w sieci, ale ja jestem całkowicie spaczony informatycznie  i spaczony jeżeli chodzi o moje dane osobowe.
Źle się czuję, jak kupując np.kubek przesyłam dane mojej karty kredytowej przez sieć bliżej mi nie znanych providerów sieci i źle mi z tym, że przy takim zakupie muszę oddać moje dane.
Poza tym muszę dotknąć to co chcę kupić.
Mówiąc wprost - nic nie kupuję przez sieć.
Poprosiłem w jednym z warszawskich sklepów, aby dali mi znać, jak się pojawi taki oto i w zeszłym tygodniu dostałem maila (Dzięki!!).
Kubeczek ma 0.6l, nie jest stalowy, ma pokrywkę jakby trzeba było gotować - rozmiar w sam raz.
I o to właśnie chodziło.

niedziela, 11 marca 2012

Kuchenka turystyczna - na każde paliwo

Jako podsumowanie cyklu o kuchenkach.
Co najmniej trzy firmy oferują kuchenki no dowolne paliwo ciekłe w tym gaz.
Podłączenie do butli z paliwem realizowane jest takim samym gwintem jak gwint do butli.
Żeby przystosować kuchenkę do innego rodzaju paliwa zmieniamy dyszę.
Najmniejsza jest do gazu, następna do paliwa typu spirytus czy benzyna a najszersza do diesla.
O zaletach paliwa ciekłego już napisałem, wadą jest oczywiście to, że zawsze się trochę upaćkamy.
Kuchenki uniwersalne są dobre w sytuacji gdy nie wiemy jaki typ paliwa zastaniemy na kontynencie/ w kraju do którego wyruszamy.
Wszystkie mają wężyk, co pozwala ustawić palnik nisko i stabilnie a przy tym łatwo osłonić od wiatru.
Polecam je na dalekie wyprawy, ale na te bardziej europejskie lepiej sprawdzają się gazowe.
Kuchenka uniwersalna jest mniej efektywna na gazie niż stricte gazowa bo "jest do wszystkiego".
Teoretycznie jak coś jest "do wszystkiego" to jest "do niczego" ale w tym przypadku nie dramatyzowałbym.
Kuchenka uniwersalna jest świetną/bezpieczną kuchenką na paliwo ciekłe a przy okazji daje możliwość użycia gazu.

Zdjęcie - skały niedaleko San Carlos de Bariloche (Argentyna)

środa, 7 marca 2012

Kuchenka turystyczna - spirytusowa, żelowa i na paliwo stałe

Opisuję wszystkie trzy bo mają podobne cechy.
Wymyślono takie coś aby żołnierz mógł zagotować posiłek bez dymu.
Nie polecałbym takich na wyjazdy, raczej jako kuchenkę awaryjną, jak nie da się rozpalić ogniska nie posiadając normalnej kuchenki.
Kuchenka na paliwo jak wyżej jest zdecydowanie mała w porównaniu z gazowymi, ale baaardzo długo gotuje bo daje dość mało energii.

Fajne jest to, że z pustej puszki po napoju dokładając trochę waty i kawałek drutu można sobie zrobić kuchenkę spirytusową, ale chyba tylko for fun.
Żelowa i na paliwo stałe to po prostu dziurawe pudełko na którym stawia się kubek.


Paliwo stałe jest dobrą rozpałką w mokry dzień.
I to chyba wszystkie zalety tego typu kuchenki, czyli dość niewiele.

Zdjęcie - Wodospady Iguazu 2001 (ze skanu, nie było wtedy cyfrówek)