Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróż. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 września 2013

Plecak kontra torba na ramię (w tropikach)

Na ostatnim wyjeździe testowałem to na sobie.
Zawsze brałem mały plecak jako bagaż podręczny czy na krótkie wycieczki.
Tym razem zabrałem torbę na ramię bo pomyślałem, że od plecaka moje plecy będą mokre a torbę można nosić raz na lewym, raz na prawym ramieniu.
Spodziewałem się problemów, mam problemy z kręgosłupem i raczej nie lubię takich toreb.
Zaskoczyło mnie, że taka torba na wyjeździe to był całkiem dobry pomysł.
Dużo prościej coś znaleźć, mamy milion kieszonek i wbrew pozorom wygodniej się to nosi.
Wygodniej, bo zawsze starałem się wyjąć z niej niepotrzebne rzeczy, wiedząc, że mnie zabolą.
Torba robiła się lżejsza i wygodnie się z nią chodziło.
Ta konkretna ma możliwość dołączania wojskowych dodatkowych kieszeni.
Podczepiłem kieszeń na butelkę na wodę a z przodu panel słoneczny do ładowania baterii paluszków (patent na ładowanie komórki z paluszków opisany wcześniej)
Sprawdziło się, polecam.
2013-07-08 10-11-09_Malezja

piątek, 23 sierpnia 2013

Butelka na wodę i samolot

Możliwe, że nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale “w mniej cywilizowanych krajach” nikt nikomu nie zabrania zabrać wody na pokład samolotu.

Ten idiotyczny wymysł, podobnie jak pomysł ze zdejmowaniem obuwia, czy wyciąganiem laptopa przy przeszukaniu, egzekwowany jest w Europie i w US.

Korzystając z normalności, zabierałem sobie wodę w butelce, aby nie być zależnym od stewardess.

Opisaną na tym blogu docelową butelką została jakiś czas temu taka:

2013-08-23 12.24.49

Jest fajna, bo ma rurkę i nie trzeba podnosić butelki przy piciu, co może być nie wygodne na rowerze lub w samochodzie.

W samolocie – porażka….

Z uwagi na zmiany ciśnień z butelki tego typu woda zawsze się wyleje….

Także wracam do modelu bez rurki.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Tropiki – namiot

W poprzednim poście napisałem, że nie widziałem namiotu dobrego na tropiki.
Okrutnie się myliłem.
Moja praktyka używania namiotu, związana jest z klimatem w jakim go używam,
W 99% przypadków był to klimat podobny do naszego z temperaturami od zera do piętnastu stopni i szansą na deszcz.
Deszcz, czyli coś zimnego mokrego i nieprzyjemnego.
W tropikach i tak człowiek jest cały mokry a deszcz jest miły i chłodzący (przynajmniej mnie).
Zrobiłem podstawowy błąd wybierając namiot na tropiki.
Zawsze (jeżeli się dało) wybierałem te ze stelażem zewnętrznym, po to aby sypialnia nie stała na deszczu zanim za rzucę tropik.
Teraz zrobiłem dokładnie to samo jak pies Pawłowa.
Tymczasem do tropików lepsze są tez ze stelażem wewnętrznym, nikt nam nie każe przykrywać ich tropikiem….
Zdjęcie – nasz porządny zimowy namiot na Wyspie Wielkanocnej
2008-02-11 15-19-04_Ameryka_PLD_N

sobota, 11 maja 2013

Po powrotach

L1030317_thumb[1]
Po powrocie z wyjazdu zwykle chowamy sprzęt turystyczny w momencie rozpakowywania.
To nie jest najlepszy pomysł, niestety trzeba poświęcić trochę czasu i zadbać o te zabawki.
Dlaczego ?
Będą gotowe na następną wycieczkę a później nie będzie na to czasu.
Ja zaczynam od ostrzenia noża, który na wyjeździe pewnie się stępił, ostatnio butonowałem drewno i podszedł mi gwóźdź, musiałem poświęcić trochę czasu na naprawę.
Następna sprawa to śpiwór, trzeba go wywietrzyć a w idealnym przypadku wystawić na słońce na kilka godzin.
Powyższa operacja znacznie poprawi nasz komfort na następnym wyjeździe.
Pamiętajcie, że puchowe śpiwory powinniśmy składować rozpakowane.
Karimaty powinniśmy rozwinąć, przetrzeć wilgotną smatką, wysuszyć i zwinąć – teraz to możemy zrobić.
Karimaty pompowane i materace powinniśmy składować z powietrzem w środku – wtedy p[rzeżyją do następnego wyjazdu i unikniemy niespodzianek.
Trzeba ponownie wymyć i wysudszyć gary i kuchenkę, powód jest prosty – mamy nieskończony dostęp do ciepłej wody.
Jeżeli nie wiemy czy wyschła nam podłoga w namiocie – trzeba go rozpakować i wysuszyć.
Na koniec elektronika.
Sprawdzamy baterie w latarkach, w ramach potrzeb wymieniamy na nowe.
Warto naładować akumulatorki w aparatach, GPS-ach, kamerach, potem może nie być czasu.
Po co to wszystko ?
Bo nie zrobicie tego później.

środa, 8 maja 2013

Jak wybrać sprzęt ?

Często spotykam się z pytaniami typu:
” Jadę w miejsce X, powinienem zabrać namiot /kuchenkę/ karimatę? jaką ?”

Żeby było ciekawiej jest bardzo prosta zasada, która pomaga w takim wyborze, zawsze ją stosowałem nie tylko w turystyce.
Wybierz najlepsze a jak za drogie to kup najtańsze ale spełniające założenia.

Może to dotyczyć wszystkiego.
Przy wyborze karimaty ważne jest, żeby było wygodnie.
Najlepsze w mojej opinii obecnie są materacyki thermarest-a.
Ważą niewiele (450g) zajmują mało miejsca.
Ale jak was nie stać wystarczy najtańsza karimata.
Nie musi być gruba, bo taka kosztuje więcej a i tak będzie twardo.

Trochę inaczej jest z namiotem.
Namiot wybieramy zależnie od sposobu używania.
Jeżeli planujemy podróżowanie samochodem, nie ma nic lepszego niż automatyczne quechua-y z Decathlonu, te z AIR, żeby się nie pociły w środku, a jak ma przedsionek – to super.
Powyższy namiot zupełnie nie nadaje się do podróży z plecakiem.
Proponuję coś lekkiego i tu wracamy do zasady albo drogie i super albo tanie i całkiem wystarczające.
Jest dużo lekkich a przy tym tanich namiotów.

W przypadku kuchenki dla mnie ideałem jest Jetboil albo nowe Primusy.
Jak jedziecie na koniec świata – multifuel.
Ale jak się nie ma co się lubi – bierzcie najtańszą z przykręcaną butlą.

I wreszcie standardowe pytanie, czy mam zabrać płachtę, czy namiot.
Jeżeli jedziecie na wakacje a nie na survival, zdecydowanie namiot.
Jak będzie lało – sucho.
I robale nie przelezą.
Zdjęcie – na wakacje (Polska 2008)
2008-06-28 20-38-19_j_Piaseczno

środa, 19 września 2012

Elektronika w podróży (i mapy)

Dawno nic nie pisałem, nie wynika to z braku czasu a raczej z braku pomysłów na wartościowy artykuł.
Pomyślałem, że warto poruszyć temat elektroniki w podróży.
Podróżując, teoretycznie elektronika nie jest nam niezbędna, niemniej uzależniamy się od telefonów, komputerów - generalnie od dostępu do informacji.
Zdecydowanie na wyjazdy zabieram telefon, który wyłączam zaraz po naładowaniu a przed wyjściem z domu.
Nie jest to obecnie standardowe, ale tak mam.
Z uwagi na powyższe odpada mi problem ładowania telefonu.
Ale potrzebujemy ładowarki do baterii w aparacie, lustrzanka spokojnie wytrzyma tydzień, ale co potem ?
Jak ktoś zabiera kamerę - druga ładowarka.
GPS wymaga baterii.
W przypadku GPS-a nie jest dramatycznie, jeżeli ktoś umie korzystać z mapy.
Na kilku wyjazdach włączałem GPS tylko po to, aby odczytać pozycję a następnie sprawdzałem ją na mapie papierowej.
Powyższe dość dobrze ogranicza zużycie prądu.
A jakby co znalazłem panel solarny do ładowania akumulatorków.
Jak mamy na GPS-ie jakieś mapy i chcemy z nich korzystać, przydaje się mały komputer.
Komputer się przydaje do zrzucenia zdjęć z kart/kamery na jakiś zewnętrzny dysk.
Czasem fajnie przejrzeć wiadomości/maile.
Ostatnio na promie, który płynął dwa dni, e-book reader był zbawieniem.
Jak widać ilość sprzętu rośnie i zabiera cenne kilogramy.
Warto pomyśleć o zabieraniu rozdzielacza - jedno gniazdko naładuje nam wiele rzeczy.
W ramach kompresji sprzętu i uzyskania dodatkowej funkcjonalności, zamieniłem mały komputer i e-book readera na tablet.
Taki na Androidzie.
Dodatkowym celem było posiadanie lepszego niż GPS narzędzia do oglądania map.
Spędziłem trochę czasu nad szukaniem odpowiedniego oprogramowania do map i znalazłem te, o których napiszę.
Ktoś powie "po co szukać ? przecież jest google maps ?".
Oczywiście - jest - jak jest sieć.
Jak wyjeżdżam poza kraj - zakładam, że sieci nie ma.
Jak jestem w górach - też jej nie ma.
Pierwszy z programów nazywa się "Soviet Military Maps Free".
Jak jest sieć - mamy np. OSM, czy Googla, jak sieci nie ma - oprogramowanie pokazuje nam radzieckie sztabówki - SUPER.
Drugi, wymagający własnej pracy poszukiwawczej, to "Orux maps"
umie zassać garminowskie mapy w postaci .img.
W ostateczności, można mu podłączyć skalibrowany skan mapy (png lub jpg)
Skan kalibrujemy programem "MapCalibrator".
Polecam.

Zdjęcia - Islandia 2012


sobota, 2 czerwca 2012

Na dużych wysokościach

Nie trzeba być himalaistą, żeby trafić na duże wysokości.
Altiplano między Chile a Boliwią jest w większości powyżej 3000 metrów.
Pamiętam, że stawiałem namiot w San Pedro de Atacama, na tej samej wysokości co Rysy (2500 m n.p.m.)
Duże wysokości wiążą się z niższą zawartością tlenu (rzadszym powietrzem) i niskim ciśnieniem powietrza. 
Efekty tego typu atmosfery są jasno widoczne.
Każdy krok kosztuje, człowiek męczy się prawie natychmiast, dość szybko uczymy się oszczędzać ruchy.
Co poradzić ?

Po pierwsze adaptacja (na którą kompletnie nie mieliśmy czasu).
Gdy nurek wychodzi z dużej głębokości musi robić tak zwane przystanki dekompresyjne, zatrzymać się np. na pięciu metrach i odczekać 10 minut zanim się wynurzy.
Tak samo jadąc na dużą wysokość powinniśmy się zaadaptować.
Zrobić sobie dzień lub dwa postoju.
Powyższa analogia jest bardzo bliska, chodzi o to, aby organizm bezpiecznie  odprowadził zgromadzony ciśnieniem atmosferycznym Azot.
Jak organizmowi operacja łagodnego usunięcia azotu nie uda się - arystokraci mają migrenę a innych łeb nap.....la.

Po drugie - oszczędzać ruchy - właściwie to przyjdzie samo, ale ważne jest aby nie planować zbyt długich tras, bo możemy się oszukać.

Po trzecie - aspiryna rozrzedza krew, może pomóc na ból głowy.
zostają jeszcze lokalne sposoby np. całkiem legalna herbata z liści koki.

Tym razem adekwatne zdjęcie - Laguna Verde

środa, 16 maja 2012

Z rowerami w daleką podróż

Spotkałem koleżankę, która w ciekawy sposób podróżuje.
Jest to relacja z drugiej ręki, toteż postaram się opisać patent na miarę wysłuchanej historii i własnej wyobraźni.

Patent jest następujący:
Odpinamy przednie koło i skręcamy kierownice na wprost.
Odkręcamy pedały i przykręcamy je od środka.
Całość pakujemy w katon i oklejamy plastrem.
Zapakowane w ten sposób rowery można nadać jako bagaż niewymiarowy do samolotu.
W niektórych przypadkach tego typu bagaż nie wymaga dodatkowej opłaty jako sprzęt sportowy.
Na miejscu trzeba zabawki rozpakować.
Podobno jedynym "wyczynem" jest znalezienie niedaleko lotniska sklepu rowerowego, gdzie ktoś przetrzyma pudła na czas podróży rowerowej.
Da się to zrobić.
Jesteśmy wprawdzie ograniczeni do jednego lotniska, ale coś za coś.
Jadą w wakacje na Isladię na tydzień, podróżowali w ten sposób na Borneo i do Ameryki Południowej.
Patent super.

Zdjęcie mało rowerowe - Hong Kong 2009

wtorek, 3 stycznia 2012

Loty samolotem i ból w uszach

Wielokrotnie latając samolotem miałem problem z uszami.
Przy lądowaniu bolało, przestawałem wyraźnie słyszeć i ogólnie było nieprzyjemnie.
Do czasu aż nie zacząłem nurkować i zrozumiałem co właściwie się dzieje i co trzeba zrobić, żeby było dobrze.
Ciśnienie powietrza w samolocie podwyższa się znacznie w czasie lądowania.
Jak nurkujemy - dokładnie to samo dzieje się z ciśnieniem wody przy zanurzeniu.
Powietrze w środku naszego ucha jest pod innym ciśnieniem niż nasze otoczenie, pod wpływem ciśnienia zewnętrznego, bębenki w uszach wyginają się w stronę ośrodka o mniejszym ciśnieniu i czujemy ból.
Co trzeba zrobić ?
Zaciskamy palce na nosie i z zamkniętymi ustami dmuchamy, żeby wyrównać ciśnienie.
Powietrze przez trąbkę Eustachiusza dostaje się do środka i niemiłe odczucie znika.
Proste prawda ?

Ktoś może zapytać dlaczego przy wynurzaniu / starcie samolotu nie ma takiego objawu ?
Proste, nadmiar ciśnienia ze środka ucha jest łatwo wypuszczany.
Dzieciom, które są za małe aby wytłumaczyć im powyższą czynność, warto dać smoczka albo napój przez smoczka.
Ssanie uruchamia mięśnie, które otwierają odpowiednie przepływy, nie tak efektywnie jak zatkanie nosa i dmuchnięcie, ale zawsze coś.
Z powyższego powodu kiedyś rozdawano cukierki w samolocie.